Przejdź do treści
Czytelnia

Michnikowa filozofia polityczna

Michał Kozłowski

Książka Obywatel Michnik. Myśl polityczna Adama Michnika Michała Siermińskiego i  Przemysława Witkowskiego nie jest tym, co tytuł zdaje się sugerować. Otóż autorom nie chodzi bynajmniej o wszechstronne opracowanie Michnikowej filozofii politycznej, lecz o rzecz prawdopodobnie bardziej pożyteczną. O wytworzenie i opracowanie swoistego źródła historycznego, które będzie zapewne służyć historykom współczesności, historykom idei i innym jeszcze humanistom przez wiele dekad.  Owo wytworzenie źródła opiera się na pewnej dość jasno zarysowanej strategii.

Najważniejsza część książki, jak twierdzą sami autorzy, gwóźdź ich badawczego programu, to obszerny wywiad polityczno-filozoficzno-biograficzny z Adamem Michnikiem. Wywiadów udzielił Michnik tuziny, w tym także rozległych, jednak ten uznać należy za znaczący. Otóż Michnik, z pełną świadomością przystępuje do rozmowy z dwoma, niepamiętającymi Polski Ludowej, mocno lewicowymi badaczami. Siermiński to specjalista od walk robotniczych w PRL-u i „Solidarności”, Witkowski to specjalista od historycznej i współczesnej skrajnej  prawicy. Jakkolwiek nierzadko krytyczni wobec Michnikowych diagnoz i historycznych decyzji obaj wywiadowcy nie należą na szczęście do lewicowego obozu rozliczeń. Michnik nie jest w ich pytaniach sprowadzony na pozycję promotora Balcerowicza, który to po robotniczych plecach… Najlepszym dowodem na to jest fakt, że magiczny termin neoliberalizm pojawia się w książce jedynie dwukrotnie. Autorów interesuje, rzecz jasna, dlaczego Michnik przestał być socjalistą,  a nawet lewicowcem,  jednak jest to zainteresowanie jego immanentną przemianą i burzami dziejowymi, w których się ona dokonywała, nie zaś historią upadku, dewiacji od słusznego wzorca.

Po rozmowie następuje oryginalny wybór tekstów Adama Michnika.  Znajdziemy tu prace rozmaite – od esejów historycznych i polityczno-filozoficznych po publicystykę polityczną, zarówno czasu „Solidarności” jak tego po 13 grudnia 1981 r. Recz jasna te drugie są już raczej bezpośrednim narzędziem uprawiania polityki, niźli platońską refleksją, biorąc pod uwagę niezwykle ważną pozycję jaką zajmował AM w wielkiej polityce tamtych czasów. Mamy tu zatem teksty zróżnicowane stylistycznie i formalnie, od naukowego artykułu Poeta epoki paskiewiczowskiej (1975) przez teksty polityczno-strategiczne jak Nadzieja i zagrożenie (1980) aż po więzienne arcydzieło pamfletu politycznego List do Generała Kiszczaka (1983).

Publikacja Siermińskiego i Witkowskiego jest przede wszystkim wszechstronnie opracowaną prezentacją źródeł. Moim zadaniem nie jest ocena dyskursu stanowiącego osnowę owych źródeł. Przyznać jednak trzeba, że na poziomie filozofii politycznej i moralnej, na poziomie wizji historii i wspólnoty, zebrane teksty wykazują zaskakującą jedność. Michnik reaguje na zmieniającą się rzeczywistość, nie rewidując fundamentalnych założeń swojego światopoglądu, raczej rozwija go i rozszerza. Można się domyślać, że zamysł Siermińskiego i Witkowskiego polegający na zestawieniu obszernego wywiadu biograficznego z newralgicznymi tekstami miał na celu także konfrontację dzisiejszej samowiedzy Michnika z jego poświadczoną historią intelektualną. I z próby tej wyłania się Michnik integralny, spójny i konsekwentny. Wszystko wskazuje na to, że teoretyczne stanowisko Michnika ukształtowało się na przełomie lat 60 i 70 a potem raczej się utwardzało niż ewoluowało. W tym sensie Michnik nie jest Kuroniem, Modzelewskim czy też Gáspárem Tamásem, których cechowała zawsze swego rodzaju intelektualna szamotanina wynikła z podejrzenia, że kategorie, którymi operują nie dość przystają do rzeczywistości. Czy to wada czy zaleta Michnikowej myśli, niech osądzi czytelnik.

W kilku miejscach jednak lewicowo usposobiony odbiorca wystawiony będzie na prowokacyjny Michnikowy upór. „Gdy wyobrażę sobie Polskę bez Kościoła, to mam czarny obraz. Nasze życie byłoby o wiele uboższe w sferze etyki” – to deklaracja, która w dzisiejszej Polsce brzmi już raczej surrealistycznie niż polemicznie. Obrona Karola Wojtyły jako rzecznika Kościoła otwartego, nie broni się wiele lepiej. Także w swojej szczerej walce z nacjonalizmem i antysemityzmem Michnik zdaje się niezmiennie czynić wobec obu swoiste koncesje. Obrona tezy o „stopniowalności totalitaryzmu” także jest raczej prowokacją niż refleksją.  Do tego dochodzi swoisty „marksizm odwrócony” charakterystyczny zresztą dla wielu w jego pokoleniu: programowe désintéressement dla materialności świata społecznego, dla uwarunkowań ekonomicznych i klasowych. Dla Michnika polityka jest przede wszystkim dialektyką wartości, świat społeczny jest dla niej tylko sceną.

Z lektury wyłania się jedna szczególna cecha Michnikowej twórczości i polityczności. Z perspektywy polityki współczesnej jest to swego rodzaju szlachetny archaizm. Otóż chodzi o przekonanie, że właściwa polityka opierać się musi głębokim rozumieniu przeszłości, na filozoficznej i antropologicznej refleksji, innymi słowy na książkach, sążnistych esejach, aksjologicznych dociekaniach i ciągłej obecności horyzontu kultury wysokiej. Ta polityka nie polega ani na sztuce zdobywania władzy ani na technice rozwiązywania problemów społecznych. Jest ona autoteliczna. Nieinstrumentalna. Nie ujmując Michnikowi oryginalności, to ma on na tej drodze przewodnika, którego widmo krąży nad całym jego dorobkiem – widmo Leszka Kołakowskiego. Historyczna ironia polega na tym, że dla duchowej i politycznej tożsamości dużej części opozycji demokratycznej Leszek Kołakowski był tym, kim Karol Marks dla niemieckich socjalistów XIX wieku, Główne nurty marksizmu były dla nich Kapitałem, totalitaryzm – kapitalizmem. Zarówno Marks jak i Kołakowski pisali z Wielkiej Brytanii. Dzisiaj wielu jest na lewicy, którzy z nieuniknionego zmierzchu ideowej formacji Michnika czerpią buńczuczną Schadenfreude. Lecz, oddając głos poecie, ci, którzy dzisiaj drwią, będą pewno jutro grzebać w popiołach.